#5 Dzień piąty

Dwa wykłady. Dwa ciągnące się wykłady. W dwóch zupełnie różnych stylach.

SAD – człowiek skała, kamienna twarz, niewzruszony wódz. Z zimną obojętnością odnosi się do studentów, ale to pewnie nawyki przywódcze. Wykład prowadzony sensownie, nie za szybko, z licznymi przykładami. Egzamin to będzie istne piekło, nie tylko przez tematykę materiału, głównie przez osobę egzaminującą, która stanowi istną barierę mentalną, granicę, po której przekroczeniu będzie się można czuć ja po wygranym maratonie.
Jedyne czego mi brakowało – powtórek (definicji, myśli, etc..)

KSP – pan w podeszłym wieku tworzy aurę kumpelstwa, integruje się ze słuchaczami opowiadając dowcipy, anegdotki o dawnych czasach i historie uczelniane. Jest wesoło. Niestety tylko do czasu gdy nie zejdzie na właściwy temat zajęć – można usnąć. Egzamin będzie pracochłonny – ogromne ilości materiału do zapamiętania. Chyba już czas się za niego zabrać. Ale to może po weekendzie…

There are no comments on this post

Leave a Reply