Dwa wykłady. Jedno laboratorium.
Pierwszy wykład, prowadzony kompetentnie. Podyktowana wielka ilość materiału, czasami przerywana krótkimi z życia wziętymi i śmiesznymi komentarzami. Taki odreagowywacz – by podnieść poziom adrenaliny, zwiększyć krążenie krwi w organiźnie, czyli po prostu – pobudzić się (i mózg) do dalszego działania. Nic dziwnego, że potrzebne – ponad dwu godzinny wykład może każdego zawodnika rozłożyć.
Laboratorium, odbywające się zastępczo przez innego prowadzącego, przebiega spokojnie. Czas mija tak sprawnie, aż się nie zauważa końca zajęć. Tematyka ćwiczenia dotychczas zrozumiała (pierwsze ćwiczenia). Nie ma co się stresować, że będzie nudno – schody na pewno się zaczną. Nie sądzę tylko, by spowodowane to było osobą prowadzącego. Do zbadania (i przeżycia) wkrótce.
Wykład drugi, abstrakcyjny. Traktujący o sprawach, które większość z nas spotka na swojej drodze. Niektórzy już spoktali, trochę liznęli. Ponieważ jest to nadal jedynie wprowadzenie, dużo mówienia, opowiadania. Bez konkretów. Jak ktoś już to przeżył, to wykład do przespania.
Dzień spokojny, wręcz leniwy. Dobrze chociaż, że człowiek samymi studiami nie żyje. Jestem wykończony, a jutro na ósmą. Chyba najwyższa pora do przespania tych niecałych 6 godzin.