#8 Dzień ósmy

Pierwsze kolokwium z SRSE przebiegło nie po mojej myśli. Nie jestem w tym odosobniony, gdyż pytania prowadzącego zupełnie się różniły od tych z grupy poniedziałkowej, a miało być tak pięknie.. To co wcześniej miało być walką (możliwością) o lepszą ocenę, teraz zniżyło się do poziomu błagania niebios o pozytywne zakończenie.
Kolokwium jako takie, nie było trudne. Kolejny raz lenistwo dało o sobie znać i miast nauczyć się wszystkich odpowiedzi, poszedłem na łatwiznę, wybierając jedynie pewniaki. Nie wyszło. Nie mnie jednemu (chociaż to żadne usprawiedliwienie).
Żałuję, że kolejny raz tak postąpiłem i zamierzam z tym walczyć. Zacznę od nauki na laboratoria, które co by nie mówić, obejmują zagadnienia z kolokwium. Po to bym coś wiedział. Po to by ćwiczenia miały sens, były dla mnie zrozumiałe. Żebym nie tylko na nich był, ale również w nich uczestniczył.

Zaplanowane na później ćwiczenia, z powodu akredytacji ważnych ludzi, zostały odwołane. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Już się oduczyliśmy płakać z powodu podobnych niespodzianek. A raczej nigdy się tego nie nauczyliśmy. Jak nie wiedziałem, tak dalej nie wiem, czym to się je i jaki ma smak. Może za tydzień spróbuję APT.

KSP były niezłe. 2 godziny minęły nim zauważyłem i chociaż jeszcze nie do końca zrozumiałem istotę układu, który mamy zbadać, wiele się nauczyłem. Do tego czuję, że w końcu robię coś co ma sens. Tworzę programy wykorzystujące zewnętrzne karty pomiarowe. Steruję układem, wydobywam z niego dane, które obrabiam i przetwarzam na to co chcę. To właśnie robię – programuję. Sensu stricte, to będę robił.

Uwaga dla pierwszaków: dziekanat to przyjazna instytucja. Trzeba tylko umieć do niej podejść, nie bać się i mieć sensowne pytania. Pamiętajcie – dobre stostunki z paniami z dziekanatu = spokojne życie na studiach.

There are no comments on this post

Leave a Reply