#9 Dzień dziewiąty

Szybko, coraz szybciej. Moje życie nabiera tempa. Tu zajęcia, tu laborki, tu działalności pozauczelniane. Nowi ludzie, nowe sprawy, wyzwania i problemy. Przerywnikami stają się jedynie niemiłosiernie długie wykłady, podczas których aktywność mózgu spada poniżej 10%. Dobrze chociaż, że nie na wszystkich. To właśnie kocham – zabieganie, planowanie dnia tak by wszystko udało się zaliczyć, wypełnianie luk w życiu, chwil spędzonych bezczynnie na kanapie przed telewizorem, zamazywaniu tylu zmarnowanych lat…

Tak być powinno – ustalony plan działania i postępowanie wg jego schematu. Chwytanie nadażających się okazji, a nie przechodzenie koło nich, często z zamkniętymi oczami.

Pytanie tylko sobie ostatnio stawiam – dlaczego nikt mnie tego wcześniej nie nauczył? Dlaczego planowanie, pilnowanie terminów, wypełnianie bezsensownych przerw aktywnymi zajęciami nie zostało mi wcześniej wpojone? Czy to właśnie szybkie tempo do którego dążę, nie spowodowało właściwie odcięcia podstawowej roli rodzica w stosunku do dziecka – nauki radzenia sobie w życiu? Chyba po to się uczę, po to doświadczam, by ostatecznie przekazać do kolejnemu pokoleniu? Tylko, że… Przecież wszyscy tak myślą, ale za nim przystaną i pomyślą mają czterdziestkę na karku, nastoletnie dzieci i czas na naukę trochę już późny.

Błędne koło?

There are no comments on this post

Leave a Reply