#10 Dzień dziesiąty

Praca w laboratoriach nie jest tak do końca zła. Oczywiście znaczenie ma, czy temat mnie interesuje, czy wręcz przeciwnie, odpycha, jednakże da się te godziny przeżyć. Niestety często się zdarza, że chwile te mijają jak na jawie. Coraz gorzej natomiast wygląda sprawa wykładów. Niektóre nawet ciekawe tematycznie, przez osobę prowadzącego powodują tak senną atmosferę, że manulane pobudzanie organizmu, czy to przez szturchanie, uderzanie w twarz, czy przez szczypanie, nie pomaga w żadnym stopniu. Jedyne, co zauważyłem, poprawia krążenie krwi w głowie oraz pozwala skoncentorwać się na dwie minuty to chwytliwe słowo klucz, gdy trybiki w mózgu dostrajają pole werbalne na odbiór. Szkoda, że nie trwa to wiecznie i głowa znów leci na dół.

Z zupełnie innej beczki. Coraz bardziej przekonuję się do organizacji studenckich, szczególnie pod względem wypróbowania się jako odpowiedzialnej osoby, przełamania mojej wewnętrznej nieśmiałości i spróbowaniu czegoś nowego, innego w życiu. Nie, żebym zapisywał się do każdej pod ręką, ani łapania wszelakich projektów. Po prostu działania te, pozwalają mi zmierzyć się z własnymi słabościami, umożliwiają odkrycie moich dobrych stron i tych złych. Muszę w końcu sobie uświadomić, co chciałbym robić.. może inaczej, w czym się sprawdzam. Dokonać tego mogę jedynie przez praktykę, a właśnie aktywność pozauczelniana, pozwala na to w najlepszej mierze.

To tak jakby wiedzieć, że płomień parzy (teoria), ale nigdy tego nie doświadczyć (praktyka). Myślę, że najwyższy czas zacząć poznawać siebie, nie z wewnątrz, ale od zewnątrz.

There are no comments on this post

Leave a Reply